TEST: Rolls-Royce Phantom - imperator luksusowej motoryzacji
Podczas prezentacji odświeżonego Rolls-Royce’a Phantoma wspominałem, że nie jestem pewny, czy chciałbym to auto dostać do testów. Dostałem. Przetestowałem. Spędziłem z tym autem dwa dni i czy chciałbym to powtórzyć? Nie jestem pewny… Ale czy to oznacza, że Phantom nie jest aż tak dobry? Nie, jest aż zanadto dobry… Nieprzyzwoicie dobry!
Nieprzyzwoicie - dosłownie i w przenośni. W każdym tego słowa znaczeniu! Już samo podróżowanie tym samochodem za kierownicą samotnie wydaje się zwykłym nietaktem. No jak tak w ogóle można! Nie jestem pewny, ile kosztował mój egzemplarz, choć „na oko” widać, że nie był skonfigurowany „pod korek”. Ba! To była „krótka” odmiana, a przecież jeśli ktoś się uprze, może kupić wersję Extended i skonfigurować ją na trzy, cztery, może pięć i więcej milionów. Bo jak mawiają: „Kto bogatemu zabroni”?


Rollys-Royce onieśmiela na każdym kroku
Auto miałem odebrać w poniedziałek po godz. 10:00. Cały weekend miałem zepsuty, bo zżerał mnie stres. Tak, brzmi to paradoksalnie, wręcz absurdalnie. Perspektywa jazdy takim samochodem psuje humor? Przecież to marzenie każdego miłośnika motoryzacji! Owszem, przejechać się, nacieszyć i oddać bez żadnych obowiązków – to byłoby przyjemne. Ale sama myśl, że auto jest pod moją pieczą dwa dni, muszę o nie dbać, pilnować, zrobić odpowiedni materiał i nazbierać doświadczeń… To odrobinę przytłacza! Podczas niespełna dwóch dni może kilkukrotnie się zrelaksowałem i cieszyłem jazdą, bowiem cała reszta czasu to stres w korkach i… absurdalne niekiedy reakcje wszystkich wokół. Praktycznie każdy chciał ogrzać się w blasku tego auta. Dlatego też wyszukanie chwili do zdjęć, w której akurat przy aucie nie kręcił się wianuszek ludzi, nie było prostym zadaniem. Stoję na światłach – ludzie robią zdjęcia. Ustawiam auto do zdjęć, ludzie wchodzą w kadr i zaglądają do środka. Stoję w korku, ludzie przystają i patrzą się na auto, na mnie, na auto, na mnie… i widzę, że coś im nie pasuje.
Na kilka godzin zmieniłem pracę…

…i stałem się szoferem dla samego siebie. To jedno z nielicznych aut, w którym kierowca nie jest podziwiany. Wręcz przeciwnie – staje się raczej tłem dla samochodu. No bo kto o zdrowych zmysłach prowadzi własnego Phantoma? Właściciel auta zazwyczaj siedzi z tyłu po prawej stronie i raczej nie jest widoczny dla obserwatorów. To jego prywatne, intymne miejsce, w którym może skryć się przed otaczającym światem i wzrokiem ciekawskich, zazwyczaj mocno zazdrosnych spojrzeń. Phantom właśnie po to jest i jeśli ktoś bardzo lubi prowadzić swoje auto, nie wybiera Phantoma, tylko coś mniejszego np. Dawna lub Wraitha, w którym to kierowca jest głównym bohaterem całego spektaklu. A uwierzcie mi, snucie się po mieście w tym aucie to niezłe przeżycie. Już w Warszawie, gdy przebijałem się przez korki zainteresowanie było ogromne, więc wyobraźcie sobie co się działo, gdy dojechałem do mojego rodzinnego Radomia…
Wymierające V12. Dla Rolls-Royce’a to bez różnicy?
No dobrze, za kierownicą naprawdę jest co robić i być może bardziej do podróży leżałby mi wspomniany Wraith lub Dawn (swoją drogą już nieobecne w ofercie…), ale korzystanie z usług bajecznej jednostki 6,75 litra V12 o mocy 571 KM było nie lada przyjemnością. Osiągi? Wypadałoby powiedzieć, że są odpowiednie i wystarczające, ale z dziennikarskiego obowiązku należy wspomnieć, że sprint od 0 do 100 km/h zajmuje 5,3 sekundy, a prędkość maksymalna to (zapewne ograniczona elektronicznie) 250 km/h. To wszystko w połączeniu z 8-biegową przekładnią i napędem na tylną oś. Moment obrotowy 900 Nm świetnie daje sobie radę z ponad 2,5-tonową kamienicą, a spalanie… naprawdę chcecie wiedzieć? W trasie przy około 120 km/h komputer pokazał około 11 l/100 km, co moim zdaniem jest wynikiem fenomenalnym. W mieście? Szczerze mówiąc, nie miałem okazji sprawdzić dokładnie wyniku, ale po kilkunastu kilometrach była to wartość poniżej 20 l/100 km. Być może niedługo spalanie w ogóle nie będzie kwestią do rozważania, bowiem w ofercie pojawił się już pierwsze elektryczny Rolls-Royce. Model Spectre, bo o nim mowa, otwiera zupełnie nowy rozdział w historii tej marki i muszę przyznać, że jakiś czas temu byłoby to nie do pomyślenia. Czasy się zmieniają…
Rolls Royce Phantom - wygląd
Dla niektórych nabywców luksusowych samochodów Rolls-Royce Phantom jest zbyt ostentacyjny, dla innych jest po prostu za duży – ale większość i tak zwyczajnie w świecie nie może sobie na niego pozwolić. Jeśli kogoś na coś nie stać i nie chce się do tego przyznać – krytykuje i ośmiesza. Jeśli jednak ktoś jest w stanie pokonać te wszystkie uprzedzenia i przeszkody, czeka go prawdziwa motoryzacyjna uczta. Nie oszukujmy się - nie ma innego samochodu na świecie, który dorównuje bogactwem, wyjątkowym komfortem jazdy i wyciszonym wyrafinowaniem.


Naładowany technologią Phantom wykorzystuje całą pomysłowość i wiedzę BMW Group i jej dostawców, a w specyfikacji nie brakuje niczego, jeśli chodzi o najnowsze aktywne funkcje bezpieczeństwa i systemy informacyjno-rozrywkowe. Z jednej strony przepych i wszystko co najlepsze, ale z drugiej zaskakująca prostota i minimalizm. To paradoks, ale w tym samochodzie możemy spodziewać się wszystkiego. Zresztą konfiguracja całej reszty zależy tylko i wyłącznie od klienta, jego fantazji, dobrego gustu i oczywiście – portfela. Wszystko ma oczywiście swoją cenę.

Cenę, która może być przedmiotem wielogodzinnych dyskusji. Czy się opłaca? Czy warto? Czy to ma sens? I tak i nie, ale kupujący, których na to stać, mają zazwyczaj gdzieś opinie innych. Zamiast przejmować się utyskiwaniem zazdrośników, mogą doświadczyć rzeczy, o których możemy pomarzyć.

Rolls Royce - wnętrze, w którym mógłbym zamieszkać…
Z całym szacunkiem dla szwedzkiego producenta moich mebli, ale w tym samochodzie mógłbym się wyspać o wiele lepiej niż na prywatnym łóżku. Zresztą wystarczy zajrzeć do środka i już nie chce się wychodzić. Szeroko otwierane drzwi odsłaniają bogato wykończoną skórą kabinę (zakładając, że nie właściciel nie zamówił bardziej egzotycznego wykończenia na zamówienie). Oczywiście drzwi zamykają się automatycznie po naciśnięciu przycisku wewnątrz lub niewielkiego dotykowego panelu na klamkach. Jak jest w środku? Cicho i spokojnie. Zresztą wystarczy wspomnieć o tym, że izolację akustyczną zapewniają nie tylko wyglądające na pancerne drzwi, ale i blisko 6-milimetrowe dźwiękoszczelne szyby. Wchodzimy do środka i zatapiamy (dosłownie!) stopy w dywanie z owczej wełny i cieszymy się indywidualnie kontrolowanymi ustawieniami klimatyzacji na podłokietnikach w postaci „staromodnych” pokręteł. Aż żal do tego auta wchodzić w butach. W opcjonalnym wyposażeniu powinien być przedpokój albo przynajmniej chowana szafka na buty.


Jeśli istnieje wygodniejszy sposób podróżowania niż w którymkolwiek z foteli w nowym Rolls-Royce Phantom, to jeszcze go nie wynaleziono. Czyste bogactwo przestronnego wnętrza Phantoma, w połączeniu z jego niesamowitym, cichym wyrafinowaniem i wyjątkową jakością jazdy, oznacza, że trudno sobie wyobrazić, jak można by to znacząco poprawić. No… można się odrobinę doczepić do wybierania niektórych nierówności, ale na fizykę nie ma rady i gdy 22-calowe koło wpada w studzienkę kanalizacyjną, to musi oznaczać odczuwalne łupnięcie. W każdych innych warunkach, tam, gdzie zwykłe auto nawet klasy premium wykazuje nerwowość i daje kierowcy i pasażerom zbyt wiele informacji o tym, że nawierzchnia jest kiepska, Rolls-Royce Phantom wydaje się płynąć kilka centymetrów nad ziemią. To niesamowite, absurdalne wręcz uczucie i uwierzcie, gdy potem jeździłem tymi samymi drogami innym autem (nie powiem jakim – nie będę robił antyreklamy) miałem wrażenie, że ktoś przez noc ciężko pracował młotem pneumatycznym, aby zepsuć asfalt. Różnica jest niepojęta!

Pasażerowie z tyłu mogą korzystać z luksusowych, praktycznych rozwiązań, takich jak składane stoły piknikowe, które są równie przydatne w przypadku laptopów, jak i kanapek z serem i szynką podczas długiej podróży. Znajdziemy tu również indywidualne pokrętła klimatyzacji, są fotele z funkcją masażu i osobiste ekrany multimedialne – trudno więc wyobrazić sobie nudę w podróży. Jeśli kogoś często suszy, może zamówić lodówkę, w której skryje zacnego szampana oraz parę kryształowych kieliszków.
Większość czasu spędziłem za kierownicą, a na tylnym fotelu siedziałem tylko na postoju. I mógłbym tak siedzieć godzinami wpatrując się w rozgwieżdżone niebo. Podobno na zamówienie Rolls-Royce może stworzyć mapę nieba z konkretnego miejsca na świecie i w konkretnym dniu. Możemy zatem mieć na suficie układ gwiazd z dnia urodzin, zdania matury czy wyrwania najlepszej promocji na szampana w dyskoncie spożywczym!
Rolls-Royce Phantom Series II imperator luksusowej motoryzacji
Te dwa dni, a w zasadzie kilkanaście godzin, które spędziłem z Phantomem, były z jednej strony wypełnione stresem, obawą o uszkodzenie wartego fortunę auta, szukaniem chwili spokoju pomiędzy spontanicznymi sesjami na ulicy i przeciskaniem się przez grupki gapiów. Z drugiej zaś czas ten był… jak sen. Wiele rzeczy pamiętam jak przez mgłę, wiele rzeczy mi umknęło i pewnie o tym nie napisałem, ale jakbym miał napisać dosłownie o wszystkim, ten tekst kończylibyście w nocy po kilku kawach. Phantom jest wspaniały. To imperator luksusowej motoryzacji. Nie jest pozbawiony wad, ale to tak, jakby o Koloseum w Rzymie mówić, że mu się tynk kruszy. No nie wypada! Takie wady to nie wady! Dwa dni spędzone z tym autem to bez wątpienia jedna z moich największych motoryzacyjnych przygód.