Suzuki S-Cross. Kompaktowy SUV po japońsku
Suzuki S-Cross to następca produkowanego od 2013 r. SX4 S-Cross. Jakie zmiany zaszły w najnowszej odsłonie modelu?
SUV-y i crossovery cieszą się coraz większą popularnością wśród kupujących. W swojej ofercie ma je każdy producent. Wyjątkiem nie jest tu Suzuki. W europejskiej gamie modelowej producenta z Hamamatsu są dwa własne SUV-y: Vitara i SX4 S-Cross. Dostępny jest też model Across, owoc współpracy z Suzuki i Toyoty.

Niecały rok temu światło dzienne ujrzał nowy model: Suzuki S-Cross, który zastąpił produkowanego od 2013 r. SX4 S-Crossa. Kilka tygodni temu miałem okazję testować ten właśnie samochód. Co zmieniło się w nim w porównaniu do poprzednika? Jak się nim jeździ? Dowiedz się!
Chromowany grill był, i znikł…
Całkiem spory i bogato chromowany grill – to był znak rozpoznawczy Suzuki SX4 S-Cross. Ten element nadwozia był tak bogato pokryty tym metalem, że nie powstydziłby się go amerykański krążownik szos. Chromowany grill był zdobił nadwozie samochodu od 2016 r., czyli od face liftingu modelu.
W nowym modelu chromu w dużych ilościach już nie ma. Grill w Suzuki S-Cross jest większy i wykończony w kolorze piano black. Ciemny kolor jest rozjaśniony przez srebrną listwę, biegnącą w górnej części grilla. W jej środkowej części znajduje się logo producenta. Wykonane w technologii LED przednie reflektory są teraz wąskie i podzielone na dwie części: na górze znajdują się światła do jazdy dziennej, a na dole: światła mijania i drogowe. Przód auta jest teraz więc o wiele atrakcyjniejszy pod względem designu (co tu dużo mówić, „twarz” poprzednika zdążyła się już nieco opatrzyć).
Suzuki, w przeciwieństwie do innych producentów, nie łączy przednich kierunkowskazów ze światłami do jazdy dziennej. „Kierunki” mają swoje miejsce w przednim zderzaku, gdzie umieszczone są też światła przeciwmgłowe, czujniki parkowania oraz czujnik systemu RBS, czyli Radar Brake Support.
S-Cross z profilu przypomina nieco poprzednika. Widać to dobrze zwłaszcza po przyjrzeniu się drzwiom i znajdującym się w nich oknom.
Także stylizacja tylnej części nadwozia odbiega od tej, jaka była zastosowana w poprzednim modelu. Tylne światła mają przezroczyste klosze i połączone są srebrną listwą.
Na nadwoziu znajdziemy jeszcze sporo elementów typowych dla SUV-ów: czarnych i srebrnych plastikowych osłon.
Samochód, którym jeździłem podczas testu był polakierowany granatowym metalizowanym lakierem Sphere Blue Pearl. Ten lakier robił duże wrażenie w świetle słonecznym. Wówczas zatopione w nim srebrne (perłowe?) drobinki odbijały światło.
Suzuki S-Cross został zbudowany na tej samej platformie, co poprzednik. Dlatego też nie powinno dziwić, że jego wymiary są takie same jak w poprzednim modelu:
- długość samochodu wynosi 4 300 mm,
- szerokość – 1 785 mm,
- wysokość (z relingami) – 1 585 mm,
- a rozstaw osi – 2 600 mm.
Jedyną wielkością, która się zmniejszyła, jest prześwit. Teraz wynosi 175 mm, a poprzednio był o 5 mm większy. Bagażnik, przy podniesionych oparciach tylnej kanapy, pomieści 430 litrów. Po złożeniu oparć jego pojemność wzrasta do 665 litrów. Maksymalna pojemność bagażnika to 1 230 litrów.
Suzuki S-Cross Wnętrze? Coś się zmieniło, coś zostało…

Suzuki było jednym z niewielu producentów, którzy, wbrew obecnej modzie, nie umieszczali ekranu systemu multimedialnego nad deską rozdzielczą. S-Cross jest pierwszym modelem, w którym ten ekran nie jest wbudowany w deskę rozdzielczą. Umiejscowienie ekranu, mimo że najbardziej rzuca się w oczy po wejściu do kabiny, nie jest jedyną zmianą. W wersji Elegance przekątna ekranu wynosi 9 cali, a w wersjach Comfort i Premium – 7 cali. Zmienił się też interfejs systemu multimedialnego. Dobrze się stało – poprzedni trącił już nieco myszką.

Sporym zaskoczeniem jest to, że Suzuki S-Cross zyskał system kamer 360°. Jeszcze jedną nowością „na pokładzie” auta jest dodanie do obrazu z kamery cofania dynamicznych linii pomocniczych, pokazujących kąt skrętu przednich kół. Zmiana mała, ale jakże przydatna (zwłaszcza podczas manewrowania w ciasnych miejscach).
Zmienił się też (moim zdaniem na lepsze) wygląd deski rozdzielczej i umieszczonych na niej nawiewów powietrza.
Niektóre elementy wnętrza się nie zmieniły. Suzuki S-Cross otrzymało inny zestaw wskaźników (według mnie taki sam jak w Suzuki Vitara), składający się z zegarów obrotomierza i prędkościomierza rozdzielonych 4,2-calowym ekranem komputera pokładowego. Skoro o nim mowa – wyświetlane na nim komunikaty i informacje zostały nareszcie przetłumaczone na język polski. To nie wszystko! Kiedy masz włączoną nawigację (niezależnie od tego, czy będzie to ta „fabryczna”, czy któraś z aplikacji dostępnych w Android Auto), to na wyświetlaczu będą pokazywać się informacje dotyczące najbliższego manewru. Na wyświetlaczu może też (to kolejna nowość) pokazywać się prędkość, z jaką aktualnie jedzie samochód.
Panel do sterowania klimatyzacją jest taki sam, jak SX4 S-Cross. To w sumie dobrze – wszystkie przyciski i pokrętła są rozmieszczone tak, że już po pierwszym użyciu możesz z nich korzystać bez odrywania wzroku od drogi (no, może nie do końca – na co dzień jeżdżę Suzuki Vitarą, która ma klimatyzację jednostrefową, i prawe pokrętło służy do ustawiania prędkości nawiewu – na początku, zanim nauczyłem się, że w S-Crossie tę opcję reguluje się przyciskiem, kilka razy ustawiłem inną temperaturę dla prawej strony kabiny).
Taka sama jest także wielofunkcyjna kierownica. Jeżeli więc jeździłeś wcześniej innym modelem suzuki, to nie powinieneś mieć problemów z korzystaniem ze znajdujących się na niej i za nią przycisków.
Nie zmienił się też kolor, na jaki podświetlane są pokrętła i przełączniki w kabinie. Nadal jest to kolor czerwony. Taki sympatyczny smaczek w stylu vintage.
Ilość miejsca w kabinie? Ani z przodu, ani z tyłu nie ma na co narzekać. Do tego trzeba dodać, że przednie fotele są przyjemnie sprężyste i bardzo wygodnie się na nich siedzi.
Suzuki S-Cross silnik. Co pod maską? Po staremu

Sercem Suzuki S-Cross jest benzynowy silnik 1.4 BOOSTERJET, oznaczony przez producenta jako K14D. Maksymalna moc tej jednostki wynosi 129 KM, a maksymalny moment obrotowy (dostępny od 2 do 3 tys. obr./min) – 235 Nm. Silnik jest wyposażony w 48-woltowy system miękkiej hybrydy (SHVS, czyli Smart Hybrid Vehicle by Suzuki).
Moment obrotowy na koła przedniej osi lub, po wybraniu opcji AllGrip, na cztery koła, przenosi manualna sześciobiegowa skrzynia biegów.
Suzuki S-Cross nie jest może demonem szybkości (jego maksymalna prędkość wynosi 195 km/h, a sprint od 0 do 100 km/h zajmuje 9,5 sekundy), ale bardzo dobrze radzi sobie zarówno w mieście, jak i w trasie. Jeżdżąc w mieście, docenisz działania systemu Stop&Start. Wyłącza on silnik na moment przed całkowitym zatrzymaniem samochodu, a po wciśnięciu sprzęgła bardzo łagodnie go uruchamia.
Jeżeli chcesz jechać w miarę dynamicznie, to nie powinieneś się zbytnio przejmować się sugestiami systemu GSI. Biegi lepiej zmieniać na wyższe przy 2 tys. obrotów. Co prawda GSI sugeruje zmianę przy niższej prędkości obrotowej silnika, ale wówczas samochód sprawia wrażenie nieco ospałego, żeby nie powiedzieć przymulonego.
Podczas jazdy na szóstym biegu z prędkością 90 km/h obrotomierz pokazywał ok. 2 tys. obr./min. Przy prędkości 120 km/h obroty silnika wynoszą mniej więcej 2,5 tys. obr./min.
Podczas tygodniowego testu przejechałem 527 km. Kiedy oddawałem samochód, wskaźnik poziomu paliwa pokazywał nieco mniej niż połowę pojemności 47-litrowego zbiornika. Według wskazań komputera pokładowego średnie zużycie paliwa wyniosło 5,7 l/100 km, a pozostały zasięg 211 km. Oznacza to, że po zatankowaniu do pełna mógłbym bez problemu pojechać np. do Wrocławia i pokonać większość drogi powrotnej.