Benzynowy skansen Europy – dlaczego Polska wciąż kocha silniki spalinowe, gdy Zachód stawia na prąd?
Choć polskie drogi wciąż zasilane są głównie samochodami z drugiej ręki, coraz rzadziej decydujemy się na import używanego auta z zagranicy. Marzec 2026 roku przyniósł najgorsze wyniki od dwóch lat, a struktura importu ujawnia, że Polacy coraz mocniej odwracają się od diesli na rzecz sędziwych aut benzynowych.
Wiosna na rynku importowanych aut używanych rozpoczęła się od wielkiego kryzysu, który nie jest jedynie chwilowym wyhamowaniem, a długofalowym trendem. W samym marcu 2026 roku zarejestrowano w Polsce 76 229 używanych samochodów osobowych z zagranicy, co oznacza spadek o 1,6% w skali roku. Od stycznia do marca sprowadziliśmy łącznie 195 911 importowanych aut z rynku wtórnego, co stanowi już dotkliwy spadek o 9,4% w porównaniu do analogicznego okresu roku ubiegłego. To najniższy marcowy wynik od dwóch lat, a jednocześnie szósty z rzędu miesiąc spadków. Niestety jest to tylko potwierdzenie tez analityków oraz zaniepokojonych dealerów, że era niepohamowanego importu “perełek” z zagranicy właśnie dobiega końca.
Spis treści
Dlaczego import spada?
Obserwowany od czerwca 2025 roku trend spadkowy jest niemal nieprzerwany, a jednorazowy, minimalny wzrost we wrześniu ubiegłego roku był jedynie statystycznym złudzeniem wynikającym z większej liczby dni roboczych. Dlaczego więc jest tak źle?
Przyczyny tego stanu rzeczy są złożone. Z jednej strony mamy do czynienia z nasyceniem rynku, a z drugiej z rosnącą niepewnością co do przyszłości napędów spalinowych w miastach objętych już restrykcjami Stref Czystego Transportu (SCT), co przede wszystkim uderza w importowane auta z silnikiem diesla. Równocześnie polscy kierowcy coraz częściej poszukują aut z drugiej ręki na rynku lokalnym, z bardzo prostej przyczyny – kosztów. Import używanych samochodów osobowych stał się obecnie wyjątkowo drogi w połączeniu z wysokimi kosztami zakupu auta na tamtejszych rynkach. Sam zakup auta z zagranicy wiąże się z ryzykiem kupna “kota w worku”, a weryfikacja realnego stanu technicznego poza wnikliwą analizą zdjęć jest niemożliwa. Łącząc zatem porównywalne koszty wraz ze spokojem ducha, polscy kierowcy coraz częściej wolą bezpieczny zakup z rynku lokalnego, niż ryzykowny i uciążliwy z importu.
Niemiecka dominacja i chiński fenomen
Mapa importu w 2026 roku wciąż ma jednego, absolutnego lidera. Niemcy pozostają najważniejszym źródłem sprowadzanych aut, odpowiadając za 51,9% całego rynku, mimo że liczba importowanych samochodów zza Odry w pierwszym kwartale spadła o 9,1% do poziomu 113 275 sztuk. Kolejne miejsca na podium zajmują Francja z wynikiem 23 215 rejestracji oraz Stany Zjednoczone, skąd przypłynęło do Polski 17 962 pojazdów. USA są zresztą bardzo ciekawym przypadkiem – mimo łatki “perełek” ukrytych w szkodach całkowitych, odnotowały one spadek o zaledwie 0,4%, co przy ogólnym załamaniu rynku sugeruje, że auta zza oceanu cieszą się niesłabnącym uznaniem. Spadki objęły także kraje Beneluxu, w tym Belgię ze stratą 14,7% oraz Holandię z ujemnym wynikiem 13,1%
Na drugim, mniej wesołym biegunie znalazły się Szwecja i Litwa, które odnotowały drastyczne spadki zainteresowania, odpowiednio o 36,9% i 31,1%. Wśród 20 najpopularniejszych kierunków importowych jedynym krajem, który zakończył kwartał na plusie, jest Hiszpania – choć jej wzrost o 0,2% to w rzeczywistości przewaga jednej dodatkowej rejestracji.
Prawdziwym zaskoczeniem jest jednak awans Chin na 21. pozycję w rankingu importerów. Choć 196 rejestracji wciąż należy do niszy, wzrost o rekordowe 1125% z poziomu początkowych 16 rejestracji w ubiegłym roku pokazuje, że niezależni importerzy coraz śmielej sięgają po modele chińskie, często niedostępne w oficjalnej dystrybucji. Co ciekawe, jeśli dynamika Chin utrzyma się w nadchodzących miesiącach, wkrótce państwo to może zająć miejsce Słowacji (293 rejestracji) i zająć stałe miejsce wśród 20 najpopularniejszych kierunków importu.
Koniec diesla i benzynowa rewolucja
Dane za marzec 2026 roku potwierdziły także, że Polacy ostatecznie rozwodzą się z silnikami wysokoprężnymi. Obecnie jednostki benzynowe stanowią aż 62,4% całego importu używanych aut osobowych, co oznacza wzrost o 2,4 punktu procentowego w skali roku. W tym samym czasie udział diesli spadł o 2,7 punktu procentowego, zatrzymując się na poziomie 36,4%. Łącząc to z coraz starszymi autami na rynkach zagranicznych, dane te pokazują, że strach przed kosztownymi awariami osprzętu oraz coraz powszechniejszymi Strefami Czystego Transportu skutecznie wygrywa z dawną niezawodnością i oszczędnościami na paliwie.
Samochody elektryczne wciąż w imporcie stanowią jedynie statystyczną ciekawostkę z 1-procentowym udziałem, choć ich udział wzrósł w skali roku o 0,2 punktu procentowego. Oczywiście, w skali roku jest to wciąż margines, jednak sam trend wzrostowy przy jednoczesnym spadku popularności diesla pozwala sądzić, że za kilka dobrych lat być może elektryki przejmą rolę importowanej, ekologicznej alternatywy do miast.
Prawda o wieku naszych samochodów
Jednym z najbardziej niepokojących wskaźników jest średni wiek sprowadzanych aut osobowych, który w marcu 2026 roku średnio wyniósł 12,26 lat. To niestety dowód na to, że wśród i tak relatywnie małej liczby rejestracji używanych aut z importu, dominują w niej auta wiekowe, które swoje lata świetności mają już za sobą. Średni wiek auta benzynowego wynosi aż 12,43 lata, co pokazuje, że importujemy głównie sprawdzone, prostsze konstrukcje z początku ubiegłej dekady. Diesle są minimalnie młodsze ze średnią 12,15 lat, czego powodem może być ryzyko zakupu wyeksploatowanego do granic możliwości auta, którego naprawa przewyższy sam koszt importu.
Prawdziwym kontrastem są z kolei samochody elektryczne, których średni wiek wynosi 5,44 lat, co oznacza, że samochody te nierzadko wciąż objęte są gwarancją producenta. Ich młody wiek wynika jednak z faktu, iż jest to relatywnie nowy typ napędu na rynku motoryzacyjnym.
Z tych danych niestety wyłania się obraz Polski, która staje się skansenem dla Europy Zachodniej. Po naszych drogach jeżdżą samochody sędziwe, które jako jedyne wpisują się w zakładany budżet na zakup auta. Pamiętajmy także, że nierzadko importowane auta mają na swoim koncie “delikatną” stłuczkę, a ich wieloletnia eksploatacja szybko może przełożyć się na gigantyczne koszty serwisowania i napraw, oraz co najważniejsze – na bezpieczeństwo uczestników ruchu drogowego.
Bitwa o podium – Ford i Volkswagen w walce o tytuł króla
W rywalizacji o serca i portfele polskich kierowców w pierwszym kwartale 2026 roku doszło do zaciętej walki na samym szczycie rankingu. Na pozycji lidera uplasował się Ford z wynikiem 18 168 rejestracji. Jego przewaga nad drugim w zestawieniu Volkswagenem jest jednak minimalna i wynosi zaledwie 149 rejestracji, co przy takiej skali rynku oznacza w praktyce walkę o każdy pojedynczy egzemplarz. Volkswagen zakończył kwartał z wynikiem 18 019 rejestracji, a podium zamknął Opel, który dostarczył na polski rynek 17 076 używanych aut z importu.
Tuż za wielką trójką znajduje się silna reprezentacja segmentu premium, co pokazuje, że mimo ogólnego spadku liczby rejestracji, aspiracje polskich kierowców do posiadania prestiżowego auta wciąż są relatywnie wysokie. Audi (13 933 rejestracji), BMW (12 042 rejestracji) oraz Mercedes (10 317 rejestracji) łącznie odpowiadają za ponad 36 tysięcy rejestracji, co oznacza, że niemal co piąte sprowadzone auto osobowe należy do kategorii marek luksusowych.
Pozostała część rankingu najpopularniejszych piętnastu marek to mieszanka producentów azjatyckich i europejskich. Hyundai z wynikiem 9 820 rejestracji zdołał wyprzedzić Peugeota (9 590 rejestracji) oraz Renault (8 410 rejestracji). Warto również zwrócić uwagę na stabilną pozycję Kii (7 298 rejestracji) oraz Volvo (7 088 rejestracji), które zdołały wyprzedzić japońską Toyotę (6 666 rejestracji). Zestawienie zamykają Citroen (6 159 rejestracji), Skoda (5 737 rejestracji) oraz Nissan (5 463 rejestracji). Łącznie piętnaście najpopularniejszych marek odpowiada za ponad 151 tysięcy rejestracji, co stanowi około 78% całego rynku importu. To z kolei pokazuje, że Polacy ufają sprawdzonym i niezawodnym markom o rozbudowanej sieci serwisowej, co przy rosnącym wieku aut ma istotne znaczenie dla dalszych kosztów eksploatacji.
Ulubieńcy miesiąca – Astra i Golf wciąż dyktują warunki
Zerkając na ranking modeli po pierwszym kwartale 2026 roku widzimy niesamowitą odporność na zmiany niektórych “klasyków”, ale też rosnącą ofensywę SUV-ów i crossoverów. Niekwestionowanym królem polskiego importu pozostaje niezawodny Opel Astra, którego zarejestrowano aż 4 884 razy. Tuż za nim, z różnicą zaledwie 136 rejestracji, uplasował się drugi ulubieniec Polaków, czyli Volkswagen Golf (4 748 rejestracji). Podium domyka Audi A4, które z wynikiem 3 778 rejestracji zostało najpopularniejszym importowanym modelem premium w Polsce, wyprzedzając tym samym swojego odwiecznego rywala – BMW serii 3, które odnotowało 3 612 rejestracji. Pierwszą piątkę zamyka Ford Focus z wynikiem 3 367 rejestracji, co pokazuje, że klasyczne kompakty wciąż cieszą się ogromną popularnością na polskim rynku.
Zmianę preferencji polskich kierowców najlepiej obrazuje jednak dalsza część listy rankingowej. Na szóstym miejscu z wynikiem 3 217 rejestracji znalazł się Ford Kuga, stając się najchętniej sprowadzanym SUV-em 2026 roku. Tuż za nim uplasował się kolejny crossover – Nissan Qashqai, który znalazł 3 142 nabywców. Silną pozycję segmentu SUV potwierdzają także dawna ulubienica polskich rodzin Kia Sportage z wynikiem 2 636 rejestracji, Opel Mokka (2 559 rejestracji) oraz Hyundai Tucson, na którego zdecydowało się 2 427 kierowców.
W grupie mniejszych aut liderem pozostaje Ford Fiesta (2 954 rejestracje) oraz Opel Corsa (2 668 rejestracji), które wciąż stanowią idealną propozycję do zatłoczonych miast. Do tej grupy należy także doliczyć reprezentanta premium, czyli Audi A3, które zarejestrowało 2 797 kierowców.
Niestety, legendarne kiedyś modele klasy średniej i marzenia wielu kierowców powoli tracą w tym samym czasie swój blask. Volkswagen Passat z wynikiem 2 531 rejestracji oraz BMW serii 5 zamykające listę rankingową modeli z 2 288 rejestracjami są obecnie sprowadzane rzadziej niż mniejsze i nowocześniejsze crossovery. Ta ewolucja gustów, w połączeniu z rosnącym wiekiem aut benzynowych pokazuje, że coraz częściej szukamy aut, które choćby wygląda jak najnowocześniejszy SUV, choć pod maską wciąż ma prostą technologię benzynową, która przetrwa kolejne lata eksploatacji. Passat stał się niestety także ofiarą słabnącej mody na sedany, którą obserwujemy także na rynku nowych aut osobowych.
Podsumowanie
Obecnie eksperci IBRM Samar prognozują, że cały rok 2026 zamknie się wynikiem dla całego rynku aut importowanych w przedziale 820-840 tysięcy sprowadzonych aut. Rewizja wcześniejszych założeń, biorąc pod uwagę także dane za marzec, była słuszna. Rynek importowanych aut osobowych, po latach niezwykłej dynamiki, definitywnie wchodzi w fazę stabilizacji na najniższym możliwym poziomie.
Patrząc na obecną sytuację, trudno spodziewać się nagłego odwrócenia trendu spadkowego w nadchodzących miesiącach. Polski rynek staje się coraz bardziej dojrzały, a kupujący bardziej świadomi zagrożeń. Prawdopodobnie będziemy świadkami dalszego umacniania się pozycji aut z Chin, które przy obecnym wzroście mogą stać się nowym sposobem na zakup używanego auta z nowszą technologią w zakładanym budżecie.
Rok 2026 może zatem zapisać się w historii polskiego rynku motoryzacyjnego jako moment, w którym kierowca definitywnie przestał wierzyć w mit taniego i sprawnego diesla “od Niemca”, a zaczął realnie kalkulować, czy ryzykowne sprowadzanie auta z zagranicy wciąż ma jakikolwiek sens ekonomiczny. Jeśli tendencja ta się utrzyma, już za kilka dobrych lat importowane auta z Europy Zachodniej mogą przestać być głównym motorem zasilającym polskie drogi, ustępując miejsca ofercie z rynku lokalnego oraz nowym graczom z Azji, którzy już teraz ustawiają się w kolejce po udziały w rankingu importerów.